Magazyn Grupy SBS 2026, nr 1

[53] PORADY | „Roszada” w spółce komandytowej Poznaj sposób na uniknięcie najdroższej polisy ubezpieczeniowej u przedsiębiorców. Od momentu objęcia spółek komandytowych podatkiem CIT wielu przedsiębiorców stanęło przed koniecznością weryfikacji dotychczasowych struktur biznesowych. Mimo to w praktyce wciąż dominują modele, w których wspólnicy pozostają komandytariuszami, kierując się przede wszystkim chęcią ograniczenia odpowiedzialności majątkiem osobistym. Problem w tym, że w aktualnych realiach podatkowych takie podejście coraz częściej oznacza świadome ponoszenie istotnych, a nie zawsze uzasadnionych kosztów – zwłaszcza w branżach niskiego ryzyka. Tak było Dotychczasowy model funkcjonowania spółki komandytowej, z wykorzystaniem spółki z o.o., opierał się na wyraźnym rozdziale ról: • komplementariusz (spółka z o.o.) prowadził sprawy spółki i ponosił pełną odpowiedzialność, • komandytariusz (osoba fizyczna – główny beneficjent zysków) pozostawał inwestorem pasywnym, chronionym przed ryzykiem ponad wniesiony wkład. Dzięki takiemu rozwiązaniu można było jednocześnie ograniczyć odpowiedzialność oraz korzystać z korzystnej formy jednokrotnego opodatkowania. Wprowadzenie CIT na poziomie spółki zasadniczo zmieniło jednak ekonomikę takiej konstrukcji. Tak jest Obecnie dochód spółki komandytowej podlega opodatkowaniu na poziomie samej spółki, a następnie – przy wypłacie zysku – również na poziomie wspólnika. W przypadku komandytariusza oznacza to de facto podwójne opodatkowanie, które jedynie w ograniczonym zakresie łagodzone jest przez zwolnienie do 60 tys. zł rocznie (i to z wyłączeniami). W praktyce, przy większej skali działalności, mechanizm ten ma marginalne znaczenie i nie kompensuje realnego obciążenia podatkowego. Odmiennie kształtuje się sytuacja komplementariusza. Choć formalnie odpowiada on za zobowiązania spółki całym swoim majątkiem, ustawodawca przewidział dla niego mechanizm odliczenia podatku CIT zapłaconego przez spółkę. W efekcie dochodzi do swoistego „spłaszczenia” opodatkowania, które w wielu przypadkach prowadzi do znaczącego obniżenia efektywnej stawki podatkowej. Przy odpowiedniej strukturze i skali działalności różnice te mogą być bardzo istotne – liczone w dziesiątkach, a niekiedy setkach tysięcy złotych rocznie. Zmiany w spółce Na tym tle coraz częściej obserwuje się zjawisko określane jako„roszada” w spółce komandytowej, polegające na zmianie statusu wspólników – przejściu z roli komandytariusza do roli komplementariusza. Co istotne, nie jest to wyłącznie zabieg podatkowy, lecz element szerszej optymalizacji struktury prawno-biznesowej. Kluczową barierą pozostaje jednak postrzegane ryzyko związane z nieograniczoną odpowiedzialnością komplementariusza. W praktyce ryzyko to często bywa przeceniane. Po pierwsze, w wielu przypadkach i tak występuje ono pośrednio – np. poprzez udzielane zabezpieczenia, poręczenia czy odpowiedzialność osobista z tytułu naruszeń prawno-karnych, karno-skarbowych i innych, dla których struktura spółki nie ma znaczenia. Po drugie bardzo często przedsiębiorcy nie wykonują analizy ryzyka ani nie określają wartości potencjalnych „szkód”, w konsekwencji czego bardzo często dochodzi do sytuacji, gdy owe wyłączenie odpowiedzialności jest nadinterpretowane i często nie jest tak konieczne, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Należy pamiętać, że w pierwszej kolejności spółka odpowiada majątkiem własnym – a zatem w przypadku spółek posiadających majątek (np. nieruchomości czy środki pieniężne), to właśnie one jako pierwsze podlegają egzekucji. Droga polisa W efekcie decyzja o pozostaniu komandytariuszem coraz częściej okazuje się swoistą „polisą ubezpieczeniową” – tyle że wyjątkowo drogą. Przedsiębiorca ponosi bowiem dodatkowe obciążenia podatkowe w zamian za ochronę, która w praktyce często może być niepotrzebna na tak wysokim poziomie, w niektórych sytuacjach bywa nawet iluzoryczna a jeszcze w innych jest możliwa do osiągnięcia w inny sposób. Nie oznacza to oczywiście, że„roszada” powinna być dokonywana automatycznie w każdym przypadku. Każda struktura wymaga indywidualnej analizy, uwzględniającej specyfikę działalności, poziom ryzyka, relacje między wspólnikami czy plany rozwojowe. Niemniej jednak brak takiej analizy i pozostawanie przy dotychczasowym modelu wyłącznie z przyzwyczajenia może prowadzić do nieefektywności, której skala rośnie wraz z rozwojem przedsiębiorstwa. W aktualnych warunkach rynkowych i podatkowych racjonalne zarządzanie strukturą spółki komandytowej staje się elementem podstawowej dbałości o wynik finansowy. A to oznacza, że warto co najmniej zadać sobie pytanie, czy dotychczasowy podział ról nadal jest optymalny – czy też stanowi jedynie kosztowne przyzwyczajenie, które z biznesowego punktu widzenia przestało mieć uzasadnienie. Radca prawny – Paweł Kulesza Wspólnik Kancelarii Radców Prawnych Primo Lege Ossowski Kulesza Kuniewski sp.k.

RkJQdWJsaXNoZXIy MTI4OTM2MQ==